czwartek, 1 lipca 2021

nie przy mnie to

kolejny dzień
bez Po
czucia wdzięczności
na drodze zwłok 
zaskrońca

patykiem szuka
Po 
wody wzburz
Po wietrze
wierzchem
Po
wierzchnie
kliwie ckliwie
za skroń
siwą wierzchem

kolejny dzień
bez Po
to mnie
nieprzytomnie

30.06.2017

wtorek, 8 czerwca 2021

Bzdurka o C. Huju czyli coming out z dupy

C. Huj pogodził się z tym, że nie zdobęcie sławy,
nie będzie rozpisywała się prasa i tabloidy,
Nie podadzą żadnych newsów w telewizji
a fale radiowe, nawet te pod rządową kontrolą,
milczą zawzięcie.

C. Huj nie lubi swojej pracy, zdobytej ciężko
po dwóch rozmowach kwalifikacyjnych,
wstępnych badaniach lekarskich i rekomendacji telefonicznej.
C. Huj poświęca 20% swojej energii w pracy
na ukrywanie orientacji seksualnej.
Pozostałe 80% wkłada w załadunek i rozładunek
12-stokołowych ciężarówek jako pracownik magazynowy.
Podczas przerw koledzy dzielą się wrażeniami zeszłej nocy
lub przynajmniej tej, kiedy stara im dała.
C. Huj wstaje z kubkiem zimnej już kawy,
pod wrażeniem żony brygadzisty świetnie robiącej laskę
przełyka z obrzydzeniem trochę gorzkich fusów z resztkami.

C. Hujowi nie brak doświadczenia. Zna obsługę urządzeń biurowych,
programów magazynowych i dwa języki. Miał też kilka kobiet,
mniej lub bardziej znanych w świecie, głównie męskim.
Kilkukrotnie ich łona osiągały status błogosławionych,
choć z dziewictwem dawno nie miały nic wspólnego.

C. Huj prowadzi nudne życie, raz w górę, częściej w dół.
Nie miewał przygód z kolegami jak Tymon Tymański, ani z odbytem,
wciąż zamkniętym przez wieniec silnych i okrężnych mięśni,
może poza wlewem doodbytniczym dokonanym przez pielęgniarkę
i raz, podczas wojskowej komisji uzupełnień, gdy wypiął się na porucznika
okazując gotowość bojową. Jednak nie odnotowali tego
a akta schowali głęboko do szafy.
W sumie, kto by to wydał? Któżby chciał to czytać?
¿Obchodzi kogo to C. Huj?

Zawoalowana

Ledwie wyczuł jej czuły dotyk na twarzy
jak dziewczęcej dłoni w komunijnej rękawiczce.
O tej porze roku młode gałązki leszczyny są jeszcze tak delikatne.

Nie można powiedzieć, żeby jej nienawidził.
Zwykle nawet na nią nie patrzy. Nawet podczas golenia,
gdy odwraca wzrok od lustrzanych miraży
i dzieli włos na czworo. Machinalnie przesuwa dłonią po skórze
niezdolnej już do gładkości, po tylu latach wzburzeń,
spokojne morze to jedynie frazeologizm,
rozwiązek procesu poznawczego z opisywaną rzeczywistością.

Nie potrafi wydobyć z pamięci jej wyglądu. 
Stare fotografie może jeszcze tkwią w albumach tych,
którzy zawsze byli bliżsi wizualizacji obiektu
poddanemu wcześniej optycznej i chemicznej obróbce,
nie mogąc zdobyć się na bezpośredni kontakt.
Tym sposobem wciąż pozostawali w tyle
chemię uczuć sprowadzając się do sloganów.

Nie ma pretensji, ani ambicji do latania. 
I mimo że rozsądniejszym wydaje się mu tryb
i poziom życia wiewiórek, wciąż próbuje stąpać po ziemi.
Mówią, że powinien twardo, choć on wie, że to szkodzi na stawy,
a hałas kroków zdradza obecność.
Ale ludzie dużo mówią, w wielu trudnych językach.
Znacznie łatwiejsze i przejrzystsze są czyny
niż niezrozumiała i zawoalowana mowa,
Jednak ludzie częściej myślą nad tym co robią, niż co mówią.

środa, 26 maja 2021

A slightly sour fruit of womb.

An old tree by the creek creaks in the shadows
Like an invisible creep creeping through the oaken doors.
The darkness are elder than my unaware childhood,
Misplaced in fears, 'cause darkness was over the surface of the deep.

The rays sparkle on the surface of the unnamed creeks,
My built on desert sands of Sinai creed creaks
Like stairway to heaven at abandoned house.

I can't locate sounds sources as good as this night
When the aunt, still nymph, whispered my name, this time and only once
Only to me. It was twentieth century, and teenager boys
Didn't tell openly masturbation and women had still pubic hair
And they tasted slightly sour, the same as they taste now.
At dawn I crushed the copulating mosquitoes my heavy shoe.

Maia, her long brown hair is spreading through whole body,
Like veins, and shining like healthy animal's hair.
A question witch even she don't know
Is in her brown mysterious eyes. I'm putting my head on Her lap
And I'm praying: "Hail Maia, blessed Nature, my Lady,
Hear the blessed fruit of Your womb,
Reconcile me to Yourself,
Recommend me to Yourself,
Represend me to Yourself."

poniedziałek, 8 marca 2021

Sitcom z piersią w roli głównej

kurczowo trzyma się ustami piersi
jedynego punktu zaczepienia dla oczu
gdy otulejąca ręka
jest bez czucia i poczucia
winy
w źrenicach błyszczą się zmiany kadrów

sobota, 27 lutego 2021

Chimera tail

In the frozen time sounds propagate better,
a message is falling from nearby trees like yellow letter
and telling deaths of people of a similar age as me -
they often were strong and hard like oak tree.
Teachers and gurus, writers and singers
who taught me how to be evergreen in the dead of winter.

I'd like "to arrive as late as possible,
and possibly never to arrive".*
Travelling in spite of the pain is incredible,
I have cold feet and cold hands but I'm alive.

Fear froze on my cold as ice face,
I know, time and snow will cover my trace.


*A quote by Claudio Magris

środa, 9 grudnia 2020

Step by step into the gloom

I have acrophobia however I'm climbing,
Still up, higher and higher, step by step,
I'm dancing with the demons in my minds
But I'm not the hero of my time.
Hand by foot, by other foot and by hand
Trying to remember about three points of control.
The higher and the more I know, the less I see,
The closer of culmination, the more horror and thick gloom around.
The whole world is upside-down.

sobota, 1 lipca 2017

(sz)czekanie

                                            Joli

przystanęła za zakrętem
dostrzega łeb
w krzakach pokrzyw
kryje uśmiech
głupi
pies czci słowa
bez pokrycia

na pastwisku
dotyka udem wibrującego boku
jest pasterzem
pozwala warczeć
na dzień przed się pogubieniem


Słupsk, 21.06.2017

wtorek, 20 października 2015

Czy kłamstwo jest użyteczne publicznie?

10 października odbyła się w Słupsku manifestacja pod hasłem „Uchodźcy mile widziani”. Manifestacja to dość szumnie nadużyte słowo, chyba że miało oznaczać manifestację bezsilności i osamotnienia. Z pewnością w planach Stowarzyszenia Użyteczności Publicznej Aktywne Pomorze była akcja zakrojona na szeroką skalę.

Na początek przypomnijmy kilka celów stowarzyszenia.
„Celem Stowarzyszenia jest wspieranie rozwoju lokalnego, a w szczególności:
a) działanie na rzecz społeczności lokalnej – tworzenie lokalnej wspólnoty społecznej zgodnie z ideą społeczeństwa obywatelskiego i ekorozwoju;
b) wspieranie oddolnych inicjatyw mieszkańców i członków Stowarzyszenia;
c) działanie na rzecz sprawiedliwości, samorządności, solidarności międzyludzkiej, ochrony środowiska, wolności i pokoju;
d) kultywowanie, wyzwalanie i propagowanie przejawów i form życia społecznego alternatywnych wobec cywilizacji opartej na przymusie, dominacji, patriarchacie, rywalizacji, hierarchizacji, uniformizacji, konsumpcjonizmie, niszczeniu środowiska naturalnego i braku harmonii z naturą;
e) działanie na rzecz wzajemnej tolerancji, poszanowania praw człowieka oraz pokojowego współistnienia różnych form życia społecznego, jego drogi do harmonijnego rozwoju wolnego i otwartego społeczeństwa;
f) zapobieganie zagrożeniom ekologicznym oraz działaniom sprzecznym z interesem społecznym;
g) wspieranie działań służących propagowaniu tolerancji, zrozumienia i współpracy między narodami;
h) wspieranie inicjatyw służących tworzeniu społeczeństwa otwartego i obywatelskiego”.
Przyznać należy, że słuszną realizacją tych celów jest zorganizowana przez stowarzyszenie manifestacja, wyrażająca poglądy i realizująca prawo do ich wypowiedzenia części społeczności miasta Słupsk. Wydarzenie to działa na rzecz sprawiedliwości, wolności i pokoju, wzajemnej tolerancji. Wydawałoby się słusznym popierać takie akcje i obdarzyć stowarzyszenie mandatem zaufania.

Zastanawiający jest jednak sposób przeprowadzenia wydarzenia oraz podsumowanie manifestacji dokonane przez stowarzyszenie. Główny koordynator wydarzenia, pani Katarzyna Odrowska, przewidując słaby odzew ze strony mieszkańców, jednak bardziej sceptycznie nastawionych do deklaracji prezydenta miasta Roberta Biedronia o gotowości Słupska na przyjęcie uchodźców, prosi o wsparcie wiele instytucji spoza Słupska. Wsparcie to otrzymuje m. in. od Progresji, Centrum Inicjatyw Obywatelskich, Amnesty International Trójmiasto, Kultury Równości Wrocław, poznańskiego Rozbratu i innych organizacji pozarządowych.

W poście na profilu FB Aktywnego Pomorza dzień po manifestacji czytamy:
”Razem pokazaliśmy wszystkim, że nie wyrażamy zgody na nienawiść, na agresję, na język przemocy w przestrzeni publicznej. Pokazaliśmy, że nasz naród jest otwarty i tolerancyjny, że jest gościnny, gdyż sam nie raz z gościnności innych korzystał i korzysta. (…) Przy okazji tej też odczarowaliśmy symbole, które przywłaszczyło sobie środowisko skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne - przypomnieliśmy, że nie mają oni monopolu na patriotyzm. Akcja ta z założenia była symboliczna, nie reklamowaliśmy jej nigdzie, od początku nie zależało nam na masowej frekwencji. Poszliśmy w jakość, a nie w ilość. Byli z nami m.in.: (…) liczni przedstawiciele organizacji pozarządowych (Progresja, Centrum Inicjatyw Obywatelskich, Amnesty International Trójmiasto, Kultura Równości Wrocław i inne). Wsparła nas także ekipa poznańskiego Rozbratu a oprawę muzyczną zapewniła trójmiejska Samba Rhythms of Resistance”

Proszę zwrócić uwagę na słowa „Akcja ta z założenia była symboliczna, nie reklamowaliśmy jej nigdzie, od początku nie zależało nam na masowej frekwencji. Poszliśmy w jakość, a nie w ilość.” Tu właśnie zaczynają się czynności zaprzeczające celom stowarzyszenia, zwłaszcza punktowi mówiącemu o kultywowaniu przejawów i form życia społecznego alternatywnych wobec cywilizacji opartej na przymusie, dominacji, patriarchacie, rywalizacji, hierarchizacji, uniformizacji, konsumpcjonizmie. Czy manipulowanie opinią publiczną nie jest domeną cywilizacji opartej na przymusie i konsumpcjonizmie? Czy zniekształcanie faktów celem autopromocji jest budowaniem społeczeństwa otwartego i obywatelskiego?

Podczas manifestacji jeden z fotoreporterów, Tomasz Iwański, wykonuje zdjęcie z okien ratusza. Widać na nim wyraźnie brak odzewu ze strony mieszkańców miasta na wydarzenie. Na fotografii doliczyłem się nie więcej niż 52 osoby. Pamiętajmy, iż w tej grupie znajdują się dziennikarze oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych z Poznania, Wrocławia, Trójmiasta. Fakt ten nie przeszkadza słupskim mediom oraz Aktywnemu Pomorzu twierdzić, że „Słupsk solidarny z uchodźcami”, lub „Słupsk okazał solidarność z uchodźcami”. Przyjmijmy, iż na fotografii znajduje się po jednym dziennikarzu z Gryfa, Głosu Pomorza, fotoreporter z Obserwatora Słupskiego, co najmniej dwóch dziennikarzy z TVN oraz po jednej osobie z pozasłupskich organizacji. Łącznie osiem osób. Czyli należałoby przyjąć, że Słupsk był reprezentowany przez grupę maksymalnie czterdziestoosobową.
Pod postem zadałem pytanie stowarzyszeniu, jak ma się do reprezentacji miasta Słupsk oraz do przedstawiania opinii mieszkańców Słupska udział członków Amnesty International z Trójmiasta, Kultury Równości z Wrocławia, poznańskiego Rozbratu. Odpowiedzi nie otrzymałem, natomiast moje zapytanie usunięto. Po ponowieniu pytania, komentarz w ciągu kilku minut znika, a możliwość dodawania komentarzy zostaje mi zablokowana. Jak to się ma do kultywowania społeczeństwa otwartego, społeczeństwa dialogu, pewnie się już nie dowiem. Chciałbym też od stowarzyszenia otrzymać odpowiedź na pytanie, ilu członków pozasłupskich organizacji uczestniczyło w wydarzeniu, bo to dałoby realną liczbę uczestniczących w wydarzeniu słupszczan.

Stowarzyszenie twierdzi w poście, że nie reklamowało akcji. Tymczasem na profilu już 5 października zdjęciem profilowych Aktywnego Pomorza jest hasło „Uchodźcy mile widziani” z podaną datą i miejscem manifestacji. 27 września stowarzyszenie udostępnia wydarzenie Słupsk solidarny z uchodźcami. Nie dla mowy nienawiści!. 9 października w Głosie Pomorza ukazuje się artykuł Grzegorza Filareckiego zapowiadający manifestację. Także w Gryfie zawiadamia o tej manifestacji Marcin Wirkus. Ten twierdzi wręcz, że „Stowarzyszenie Aktywne Pomorze razem z mieszkańcami Słupska, przedstawicielami organizacji pozarządowych ze Słupska i okolic przygotowało akcję przeciwko mowie nienawiści”. Szukałem na mapie Polski, w okolicy Słupska nie ma miejscowości Wrocław, Poznań ani żadnego miasta z Trójmiasta.

Stowarzyszenie w poście samo zwraca naszą uwagę, iż „przy okazji tej też odczarowaliśmy symbole, które przywłaszczyło sobie środowisko skrajnie prawicowe i nacjonalistyczne”. Pod jakimi hasłami na transparentach działało Aktywne Pomorze podczas manifestacji? Otóż „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Skupię się na pierwszym z haseł, na Bogu. Wiele osób komentujących wydarzenie zapytywało, co z Bogiem ma wspólnego część członków Aktywnego Pomorza o poglądach ateistycznych. Można temu nie wierzyć, ale obserwując profil stowarzyszenia ciężko zrozumieć tego Boga, gdy 27 września Aktywne Pomorze chwali się, że też zbierało podpisy w sprawie wyprowadzenia religii ze szkół mające wesprzeć akcję „Świecka szkoła”, promowaną przez Aktywne Pomorze tego samego dnia. Czy Bóg dla Aktywnego Pomorza jest tylko chwytliwym hasłem mającym przyciągnąć do akcji chrześcijan?

Przyznać muszę, że cele stowarzyszenia są szczytne i chwalebne, warto je osiągać i wspierać. Natomiast gorzej ze środkami uświęcanymi przez cel, bo jak ma być budowane społeczeństwo obywatelskie, otwarte i tolerancyjne poprzez manipulowanie faktami i opinią publiczną czy, po prostu i otwarcie mówiąc, za pomocą kłamstwa i hipokryzji? Zadajmy też sobie pytanie, czy warto wspierać cele stowarzyszenia używającego metod "cywilizacji opartej na przymusie, dominacji, patriarchacie, rywalizacji, hierarchizacji, uniformizacji, konsumpcjonizmie"?

piątek, 18 września 2015

Niekontrolowane oddawanie. III. Coraz bliżej...

Święta. W honorowym miejscu pokoju, vis-à-vis drzwi, zasłaniając widok za oknem, stoi choinka. Do 2 lutego Jan Marek nie będzie widział wyraźnie zmian zachodzących w realnym świecie. Wszystko przez pryzmat tej sztucznej, bezzapachowej zieloności.

Coraz bliżej... święta twarz matki i ojca, z dziwnie wilgotnymi oczyma.
- Życzymy Ci, żebyś miał same dobre oceny w szkole, żebyś był grzeczny, żebyś miał dużo kolegów i koleżanek, dobrą dziewczynę i żeby spełniły się wszystkie twoje marzenia.

Jan Marek jest grzeczny, uśmiecha się. Tak, jak uśmiechałaby się przypadkowo zaczepionana ulicy osoba, której składałbyś takie życzenia każdego innego dnia roku. Państwo Motty wyciągają ręce z białym opłatkiem, już lekko zawilgoconym od palców, nie widzą nierozumiejącego spojrzenia Jana Marka. Bo Jan Marek nie rozumie. Nie wie, czego od niego oczekują. Jak ma być grzeczny? Czy ma w najbliższych dniach nie podkradać tych wiszących na choince cukierków, które mu i jego rodzeństwu raz dziennie wydzielają? Czy ma spełniać ich marzenia, które nie są jego i których nie chce spełniać? Jak ma znaleźć dziewczynę, gdy nie może, tak jak inni, spotykać się z kolegami poza szkołą, a jeśli nawet, to przy spełnieniu wielu warunków i w czasie wyznaczonym i ograniczonym? Jak mają się spełnić jego marzenia? O czym oni mówią, gdy ich nie znają? Czy naprawdę chcieliby, żeby się spełniły marzenia Jana Marka, gdyby wiedzieli czego pragnie? Przecież dotąd, gdy tylko wypowiadał na głos swoje życzenia, w odpowiedzi słyszał, że jak pójdzie na swoje, to wtedy sobie na to zarobi. Przecież oni nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, czego Jan Marek pragnie. Marzy, zawsze marzył, lecz już milczy. Marzenia stały się nie celem, do którego należy dążyć, by go osiągnąć. Stały się czymś nierealnym, bardzo odległym, stały się buntem przeciwko woli rodziców, a Jan Marek jest grzeczny. Więc marzy po cichu, grzecznie się uśmiecha, odłamuje kawałek białego opłatka i recytuje, jak co roku:
- Życzę Wam, żebyście byli uśmiechnięci, żeby Wasze dzieci były grzeczne i żebyście byli z nich zadowoleni, życzę Wam powodzenia w pracy i żebyście mieli dużo pieniążków.
Nie wie, po co im życzy tego ostatniego. Sam niewiele z tego będzie miał, nie przeznaczą ich na spełnienie jego marzeń, nie kupią mu upragnionej książki, nie dadzą na wycieczkę wakacyjną pod namioty. Z pewnością będą tylko częściej spokojni.

Siadają do stołu. Świątecznego, rodzinnego, przykrytego białym obrusem. Trzeba być grzecznym, nie zostawić na nim plam barszczu, trzymać sztućce w odpowiednich dłoniach, uśmiechać się. Rytuał. Choć Jan Marek wolałby przełożyć nóż do lewej ręki, wytrajkotać jednym tchem swoje pragnienia, a jeszcze chętniej zerwałby się i pobiegł do choinki wyciągnąć swoją paczkę. Jednak tradycja, swoisty rodzinny rytuał, nie pozwala. Nie ma miejsca na dyskusję, rozmowę, one są w tle. Gdyby był jakikolwiek dialog, nie życzyliby mu spełnienia marzeń, bo nie zaakceptowaliby ich. Nie spodobałyby się im. Liczy się symbolika i w tle ta świecąca choinka, przesłaniająca widok za oknem.

Jan Marek wolałby, żeby stała w kącie pokoju, żeby ten sztucznozielony i bezzapachowy symbol stał się tylko tłem realnego świata. Widziałby wtedy, jak codziennie powracają z żeru wrony, obserwował dachy niemieckich kamienic zza Nysy, marzył. Kilka lat później coraz bliżej święta twarz matki i ojca, z wilgotnymi oczyma. Coraz dalej święta.